Mucha męska jest ciągle tematem tabu oraz elementem garderoby budzącym większe kontrowersje w Polsce niż różowa koszula czy kolorowe skarpetki. Obok szelek wydaje się elementem z poprzedniej epoki, który zaległ gdzieś na dnie dziadkowej szafy w zapomnieniu. Moda jednak, z braku możliwości lub kreatywności, zatacza kręgi i z pasją archeologów co jakiś czas przywraca do życia wymarłe dinozaury, ubierając je w kolory i dając drugą szansę na podbicie ziemi. Właśnie takiego wskrzeszenia ostatnio doczekały się męskie muchy, które po triumfie lat 20tych i 30tych zaczęły tracić na znaczeniu, ustępując pola wszechobecnym dziś krawatom, by ostatecznie spocząć na pozycji określanej jako "niemęska".
Z czego wzięła się ta niechęć? Najprawdopodobniej z praktyki i obowiązku wiązania muchy, co jest czasochłonne i pracochłonne. Jednak ta sama wygoda, która zepchnęła muchy na drugi plan, dziś prawdopodobnie przywróci je nieco do łask wprowadzając do sieciówek muchy zapinane, nie wiązane. Oczywiście pojawienie się zapinanych muszek wzbudziło i wzbudza obrazowe oburzenie wśród klasyków mody męskiej. Podobne określenia skandalicznej i ujmującej sztuce wygody obserwować można było przy pojawieniu się automatycznej skrzyni biegów czy lustrzanek cyfrowych. Oburzonych dziś fotografów zostało zaledwie kilku, a sama sztuka fotografii stała się dostępna dla wszystkich. Możliwe jest zatem, że i muchy zostaną wkrótce spopularyzowane.

Poza czynnikiem technicznym do przełamanie jest tu jeszcze jedna bariera - psychiczna. Mężczyzna zakładający muszkę musi liczyć się z szeroko wzbudzanym zainteresowaniem i spojrzeniami zarówno przychylnymi, jak i kpiącymi. Noszenie muchy jest dziś póki co związane z odwagą i świadomością mody.
Mucha będąc ozdobą odbiegającą kształtem i często kolorem od całej stylizacji przyciąga wzrok i skupia uwagę. Najpierw na sobie, potem na osobie. Stąd mężczyźni nie lubiący wyróżniać się z tłumu lub obawiający się tego much unikają.
Na ulicach coraz częściej można spotkać tych pierwszych - odważnych, noszących kokardę pod szyją. Muchy pojawiają się coraz częściej w stylizacjach smart-casualowych i casualowych. Zwłaszcza w przypadku tych drugich, w akompaniamencie cardigana lub v-necka kolorowa, wzorzysta mucha sprawdza się wyśmienicie. Czarna mucha natomiast powinna być bezwzględnie wybierana przez każdego pana młodego lub gentlemana kupującego smoking.... by być jak James Bond ;-)
Wybierając muszkę trzeba wziąć pod uwagę przede wszystkim jej wielkość, przyłożyć ją pod brodę i ocenić czy nam pasuje. Muszka nie powinna być szersza niż ramy naszej twarzy i węższa niż środek zewnętrzne krawędzie oczu (ilustracja poniżej z książki A. Flussera - Dressing The Man). Kolor i wzór są kwestią odwagi.
W popularnych sieciówkach muchy zaczynają zajmować coraz więcej miejsca na półkach. W Zarze i HM od dwóch sezonów wiszą za zwyczaj obok krawatów. Na szczególną uwagę nieco odważniejszych mężczyzn zasługuje polski sklep internetowy marthu.com, oferujący naprawdę oryginalne i fantazyjne muchy, które dodadzą smaczku do wielu stylizacji.
zdjęcia: GQ, suitsupply.com, zara.com, hm.com, marthu.com
A filmów instruktarzowych w internecie jest naprawdę pod dostatkiem. Chociażby ten:
Tym, którzy mają opory przed muszkami przytoczę postać, będącą symbolem odwagi, nieugiętości i męstwa. Przywódcę, którego wskazuje się dziś jako jedynego, który mógłby stawić czoło obecnemu kryzysowi i temu, który stawił czoło znacznie większym wyzwaniom historii, występując przy tym zawsze w muszce pod szyją. Winston Churchill to chyba najlepiej rozpoznawany propagator much w historii.
I wybierana przez niego najczęściej granatowa mucha w białe kropki:
Do powyższego autorytetu jeszcze mi daleko, więc skromnie i dopiero na samym końcu prezentuję swoją propozycję na stylizację z muszką właśnie.